Translate

poniedziałek, 30 lipca 2012

Teneryfa po mojemu :)

Niedawno wróciliśmy z Teneryfy i chciałbym się podzielić swoimi wrażeniami na temat tego miejsca.

Swoją podróż zaplanowaliśmy z biurem podróży TUI jednak następnym razem zrezygnujemy z pośredników i wszystko załatwi się samemu. Nie dlatego żeby biuro coś zawaliło - nic z tych rzeczy. Po prostu bardziej będzie się opłacało samemu zarezerwować bilety na samolot oraz hotel. Z usług rezydenta i tak nie korzystaliśmy bo wszystkie wycieczki organizowaliśmy we własnym zakresie - wychodziło taniej i sami decydowaliśmy o czasie jaki chcemy spędzić na danej wycieczce - ale o szczegółach później.



Lecieliśmy liniami Enter Air. Żona była pełna obaw przed wylotem ponieważ naczytała się na różnych forach o sporych opóźnieniach u tego przewoźnika. Jednak byliśmy mile zaskoczeni bo i wylot i przylot był o czasie (przylot nawet był szybszy niż zakładano - zapewne mieliśmy wiatr na ogonie).

Gran Hotel
Mieszkaliśmy w Gran Hotel w miejscowości Costa Adeje.
Po tygodniowym pobycie mogę z czystym sumieniem polecić ten hotel.
Zbudowany jest z kilku pięter:
  • na poziomie -2 i -1 znajduje się duże lobby z recepcją, barem, miejscem w którym były organizowane animacje, WIFI, komputerami z dostępem do internetu oraz grami komputerowymi dla dzieciaków oraz kilka drobnych sklepów. Ciekawe rozwiązanie zostało zastosowane w suficie który jest zarazem dnem basenu zbudowanym z szklanych płyt. Płyty są mleczne więc nie widać dokładnie ludzi jednak są widoczne zarysy postaci. 
    Po lewej stronie stanowiska komputerowe
    Widok na bar i miejsce do animacji. Po lewej stronie stanowiska komputerowe
Praktycznie w całym lobby działało WIFI
Wiktor uwielbiał biegać w górę i w dół i chlapać się w wodzie z fontann

Na suficie widać dno basenu

  • Poziom 0 to restauracja w której były serwowane śniadania, obiady i kolacje. Dodatkowo znajdowały się na tym poziomie baseny i bary przy basenowe. Jeżeli chodzi o kolację to pierwszego dnia spotkało mnie zaskoczenie - bez długich spodni nie ma wejścia na kolację. "Krótkie" spodnie sięgające niemal do kostek nie przechodzą - muszą być to całe pełne długie spodnie. Jako że nie zabrałem ze sobą takowych a pośród wszystkich moich podróży w miejsca gdzie jest gorąco nie było takiego wymagania pierwszy wieczór małżonka jadła samotnie :) Musiałem się wybrać do pobliskich sklepów aby zakupić długie spodnie żeby kolacje nie przepadły mi w następne dni :) Basenów jest kilka w tym jeden płytki dla dzieciaków.
Widok z pokoju na baseny
Leżaki były powoli zajmowane już od 7 rano więc radzę wcześniejsze zejście nad baseny jak ktoś chce się później opalać.
W nocy niby nie można było pływać w basenach ale nie było to restrykcyjnie przestrzegane :)
  • Poziomy 1 do 6 to pokoje. Nie było na co narzekać w pokojach - przestronne, spora łazienka, kawałek balkonu (i tutaj pewna uwaga - nie można suszyć ręczników i ubrań na balustradach balkonów - można to robić tylko na krzesłach na balkonie. Widziałem w sumie jak kilka osób suszyło na balustradach ale nie wiem czy były proszone o ich zdjęcie). Pokoje były sprzątane codziennie ale napiwek został zabrany tylko raz - za pierwszym razem. Przez kolejne dni pieniądze za każdym razem pozostawały na swoim miejscu. 

Korytarze hotelowe

Nasz pokój schowany w roślinności :)

Z górnych pięter widać wszystkie piętra poniżej

Widok na "luki" windowe

Windy jeżdżące pośród roślinności

Generalnie wszędzie było pełno roślin - bardzo przyjemnie to wyglądało.
  •  Pozostało jeszcze dach na który można było wjechać windą albo wejść schodami - i tutaj kolejna niespodzianka - na dachu znajduje się kolejny basen i leżaki do opalania. Basen nie za głęboki ale wystarcza aby schłodzić się po opalaniu. Niestety całkiem zapomniałem zrobić tam fotki :(

Hotel hotelem więc nie staraliśmy się siedzieć w nim za długo.
Postanowiliśmy że nie będziemy korzystać z wycieczek fakultatywnych ofertowanych przez TUI i sami sobie zorganizujemy czas.
Miejsc w które można się udać jest naprawę dużo więc musieliśmy wybrać te najbardziej odpowiednie dla nas. Niestety zrezygnowaliśmy z podróży na wulkan ze względu na Wiktora - nie chcieliśmy go aż tak męczyć - na samym szczycie jest zimno i trzeba spory kawałek pokonać pieszo więc nie odważyliśmy się na taką wycieczkę. Może kiedyś wybierzemy się tam ponownie i wtedy zobaczymy wulkan.

Wynajem samochodu
Aby zwiedzić wyspę samodzielnie najlepiej wypożyczyć samochód. Można również jeździć autobusem ale samochodem jest i wygodniej i szybciej.
Z wynajęciem samochodu nie ma żadnych problemów - można to zrobić bezpośrednio w hotelu lub wystarczy wyjść gdzieś w stronę miasta i spotkamy wiele miejsc w których można to zrobić.
Ceny oscylują średnio od 30 do 40 Euro za dzień + dodatkowe 2 Euro za fotelik dla dziecka. Jeżeli zdecydujemy się na kilka dni pod rząd wtedy koszt samochodu może spaść i do 20 Euro za dzień.
Dochodzi do tego koszt benzyny - która jest sprzedawana średnio za 1 Euro za litr.
Wypożyczając samochód dobrze jest powiedzieć gdzie się wybierany wtedy dostaniemy informację ile litrów benzyny należy zalać żeby dojechać w tą i z powrotem.
Do wynajęcia potrzebny jest dokument potwierdzający naszą tożsamość (paszport, dowód osobisty) oraz prawo jazdy. Przy wynajęciu dodatkowo musiałem zapłacić 100 Euro zabezpieczenia które odbierałem przy zdawaniu samochodu.

Podróżowanie po wyspie
Gdy już posiadamy samochód można wybrać się w drogę. Przed wyjazdem kombinowałem z mapami elektronicznymi i GPS ale jak się okazało mój telefon (Samsung Galaxy S I) nie był w stanie złapać dobrego sygnału GPS i mapy praktycznie nie działały.
Gdyby ktoś chciał spróbować jednak i ma telefon z Androidem to jest możliwość ściągnięcia map Sygic dla Iberii (czyli łącznie z Teneryfą) za gratis na okres 7 dni ze strony producenta. Gdyby zadziałały to taki okres powinien wystarczyć zwiedzenie interesujących nas miejsc.

Jeżeli jednak nie mamy dostępu do GPSu i map elektronicznych zostaje stara tradycyjna mapa papierowa.
Nie ma się jednak czego obawiać - przez prawie cała wyspę biegnie autostrada (darmowa) która jest tak dobrze oznaczona że nie ma problemów z dojechaniem gdziekolwiek.

Pierwsza podróż: Los Gigantes, Masca, Garachico, Icod de los Vinos
Na pierwszy rzut obraliśmy sobie wycieczkę krajoznawczą obejmującą kilka fajnych miejsc. Wyruszyliśmy z samego rana z Costa Adeje skręcając autostradzie w lewą stronę i kierując się na Puerto de Santiago.
Wybierając się w tą stronę należy mieć świadomość że autostrada skończy się w miarę szybko i czekają nas zwykłe drogi (trzeba przyznać że w dobrym stanie) oraz kręte serpentyny górskie. 
Pędząc przez drogi wynajętym ferrari i10 :)
Dojazd do samego Puerto de Santiago jest w miarę szybki i jeszcze bezproblemowy. 
Wjazd do miasta
W oddali wyspa La Gomera

W Puerto de Santiago znajduje się miejsce z którego można podziwiać Los Gigantes.



Wyświetl większą mapę

W oddali Los Gigantes

Widok na plażę pod tarasami widokowymi
Zaraz przy wejściu na tarasy biegnie ulica Calle de la Hondura na której udało mi się zaparkować. Jeżeli też wam się to uda to będziecie mieli tylko kilka kroków na tarasy widokowe

Wsiadamy z Wiktorem do naszego super wozu :)

Wyjeżdżając z Puerto de Santiago całkiem przypadkiem natkneliśmy się na plażę z czarnym piaskiem która znajduje się przy ulicy Av Maritima Puerto de Santiago.




Wyświetl większą mapę



Przy plaży byliśmy około godziny 10.30-11.00 i nie było problemów z zaparkowaniem zaraz obok.

Po dość krótkim czasie na plaży wyruszyliśmy dalej pod górę w stronę Santiago del Teide.
W tej miejscowości skręciliśmy w lewo i skierowaliśmy się na miejscowość Masca.
Droga w tych okolicach to już mocno kręte wąskie serpentyny górskie. Dwa samochody osobowe jeszcze się jakoś mijają ale nie wyobrażam sobie jak robią to kierowcy autobusów - szacun dla nich za jazdę po tych drogach. Dobrym zwyczajem jest trąbienie jak dojeżdza się do zakrętu - dajemy w ten sposób znać ewentualnym podróżującym z naprzeciwka że jedziemy.





Po jakimś czasie dojechaliśmy do Masca jednak pech chciał że Wiktor akurat w tym momencie usnął i już nie budziliśmy go aby przejść się po tej wiosce. Zrobiłem kilka zdjęć i pojechaliśmy dalej.


Kolejnym celem podróży tego dnia było Garachico. Miasto to 5 maja 1707r zostało częściowo zalane lawą wypływającą z wulkanu. Można tam zobaczyć naturalne baseny powstałe z lawy w których można się kąpać. Niestety ciężko zaparkować gdzieś w pobliżu. My znaleźliśmy miejsce parkingowe zaraz za boiskiem - bez problemu udało się zaparkować.






Wyświetl większą mapę

 Z tego parkingu trzeba się cofnąć dosłownie kilka kroków aby dojść do naturalnych basenów. 







Ostatnim miastem tego dnia odwiedzonym przez nas było Icod de los Vinos. Jak nazwa wskazuje miasto żyje głównie z produkcji wina. Jednak oprócz wina w mieście znajdziemy najstarszą na świecie Dracenę (czyli drzewo).

Żeby w miarę szybko dojść do samego drzewa można zaparkować na podziemnym parkingu na ulicy Av Canarias.


Wyświetl większą mapę

 Po wyjściu z parkingu zobaczymy kiosk w którym bardzo uprzejmy Pan sprzeda nam bilety do parku w którym znajduje się wspomniana już Dracena i wyjaśni gdzie jeszcze można się udać.
Bilet kosztuje 4 Euro jednak jeżeli nie mamy potrzeby znalezienia się bezpośrednio przy drzewie możemy go sobie darować i obejrzeć je z pobliskiego parku.



Wyświetl większą mapę

 Sam park już jest ciekawy pod względem roślinności.





Sama  Dracena jest doskonale widoczna z parku.


Przebywając w parku z pewnością zostaniecie zaczepieni przez "nagabywaczy" proponujących degustację lokalnych serów i win w pobliskich sklepach.

W pobliżu samego parku znajdziemy również motylarium ale nie byliśmy w nim.

Kończąc naszą podróż tego dnia nie chcieliśmy wracać tą samą drogą którą przyjechaliśmy więc z Icod de los Vinos skręciliśmy bezpośrednio na Santiago del Teide. Droga ta okazała się dużo mniej kręta niż ta z Masca i szybciej się wracało do hotelu.

W tym miejscu warto wspomnieć o plantacjach bananowców które można spotkać na prawie całej wyspie.






Druga Podróż: Monkey Park
Podróż do Monkey Park źle zaplanowaliśmy - powinniśmy tego dnia pojechać tam wynajętym samochodem. Niestety wzięliśmy taksówkę która kosztowała nas 13 Euro w jedną stronę.
Gdybyśmy mieli samochód może byłoby drożej ale sam Monkey Park nie zajmuje całego dnia i moglibyśmy gdzieś jeszcze jechać.
Bilet dla osoby dorosłej to 10 Euro. Dzieci do lat 3 wchodzą gratis natomiast  za trochę starszedzieci trzeba zapłacić 5 Euro.

Sam park znajduje się tutaj:

Wyświetl większą mapę


Już ma samym wejściu przyjdzie do nas gościu z papugami z którymi można sobie zrobić zdjęcia. Papuga taka albo siedzi na ramieniu albo można trzymać ją w dłoniach.
Oczywiście samo zrobienie zdjęcia nie jest płatne - jednak jego odebranie już tak - 8 Euro za zdjęcie.
Jest ono wydrukowane w dużym formacie i umieszczone na plakacie parku - jak ktoś chce może je zakupić przy wyjściu z parku.

Jak już przebrniemy przez gościa od papug wchodzimy do pomieszczeń gdzie luzem biegają małpki. Można je karmić albo pokarmem kupionym na miejscu (2 Euro za torebkę suchych nasion). Tego jednak nie polecam bo małpki są raczej średnio zainteresowane takim pokarmem. Lepiej przynieść ze sobą jakieś owoce - z tego co widzieliśmy najlepiej schodzą winogrona :)

Jest kilka miejsc gdzie można karmić małpki i sporo klatek z zamkniętymi większymi małpami, papugami, żółwiami, świnkami morskimi i różnymi gadami.

Polecam wybranie się tam z samego rana jak małpy są jeszcze nienajedzone i rzeczywiście schodzą z drzew. 





Ej, ty! Niewolnik! Przynieś mi fistaszki. Koniecznie na srebrnej tacy.


Na koniec ostrzeżenie - mimo tego że są to na pozór wyglądająco słodko zwierzęta należy uważać - są to jednak zwierzęta dzikie i potrafią ugryźć.
Zabronione jest wkładanie rąk do dużych klatek - nie polecałbym spotkania z takimi zębami szympansa.




Trzecia Podróż: Loro Park
Aby zobaczyć cały Loro Park ze wszystkimi jego atrakcjami należy spędzić w nim sporą część dnia.
Znajduje się on niedaleko stolicy Teneryfy.


Wyświetl większą mapę

Podróż do Loro Park jest bardzo łatwa - wyjeżdżając z Costa Adeje należy udać się autostradą w stronę stolicy czyli Santa Cruz. Jak już będziemy niedaleko Santa Cruz należy wybrać zjazd na La Laguna. Jak już skręcimy na La Laguna zobaczymy znaki na Puerto de la Cruz i jechać już cały czas w stronę tego miasta. W samym już mieście znajdziemy bez problemu drogowskazy do samego Loro Parku.

Bilety do Loro Parku kosztują 33 Euro dla osoby dorosłej i 22 Euro dla dzieci (6-11 lat).
Do parku przyjechaliśmy z samego rana ale i to nie zmniejszyło ilości ludzi przed bramą - swoje trzeba było odstać. Teren na którym znajduje się park jest spory - można zobaczyć wiele różnych zwierząt oraz kilka pokazów na dużych arenach - warto wybrać się na pokazy fok, delfinów oraz chyba najbardziej orek.
Żeby się dostać na dany pokaz lepiej czekać przy danej arenie (mapka parku rozdawana jest przy wejściu) trochę wcześniej  bo może się okazać że nie wejdziemy na dany pokaz a następny dopiero za 3 godziny.

Mi osobiście chyba najbardziej podobały się akwaria a w szczególności podwodny tunel nad którym pływają rekiny :)

Wrzucam kilka fotek i filmów - ciężko było wybrać to co wrzucić - fotki nie oddają niestety klimatu panującego na terenie parku.




















Niestety jedna rzecz mnie bardzo wkurzała - palący ludzie. Nie przeszkadza mi jeżeli ktoś sobie pali w pobliżu popielniczki lub w wyznaczonym miejscu. Przeszkadza mi jednak jak ktoś pali bezpośrednio w tłumie osób oglądających dany wybieg.
Kilka razy taka sytuacja się powtórzyła i było widać wcale nie przejmują się tym że stoją w większej grupie niepalących.
Od znajomej później słyszałem że jest to dość powszechne wśród Hiszpanów - no cóż - nie wiem, być może tak jest - tak czy inaczej mi to przeszkadzało.


Podróże lokalne czyli Costa Adeje
Całości wyjazdu nie poświęciliśmy na dłuższe podróże i część czasu spędzilismy na spacerowaniu w niedalekiej odległości od hotelu.
Kilka minut drogi w dół znajdowała się wspaniała plaża.

Wyświetl większą mapę

Dość powszechne na plażach na Teneryfie jest opalanie się toples. Uprzedzam gdyby ktoś był tym zaskoczony że na publicznej plaży zobaczy tyle naturystów.









Idąc w stronę portu natkniemy się na kolejną plażę (według mnie już mniej atrakcyjną niż poprzednia).

Wyświetl większą mapę


Na niej jednak będziemy mogli wejść trochę wgłąb morza po skałach po których biegają całe chmary krabów.








Trafiliśmy również na polski akcent w ciągu sklepów przy tej plaży :)


Jak ktoś ma ochotę to przy tej plaży znajduje się punkt z rybkami Garra Ruffa.
Rybki Garra Ruffa
Koszta takiego zabiegu to 7 Euro jednak my się nie zdecydowaliśmy.

Podsumowanie
Jeżeli jeszcze kiedyś się uda to wybierzemy się ponownie na Teneryfę. Zostało sporo rzeczy które można byłoby jeszcze zobaczyć. Jak Wiktor już będzie trochę większy będzie można zaliczyć wulkan, podróż na La Gomerę czy nawet wycieczkę skuterami wodnymi na oglądanie wielorybów oraz delfinów (według rozpiski 40 Euro za kilkugodzinną podróż po oceanie).

Wiktor i tak był wyczerpany tym całym podróżowaniem :)